• 22 września 2021

Oświecające spojrzenie na życie i dziedzictwo Carla Sagana12 Odkrycia Carla Segana While Stoned - Medical Marihuana 411 W tej serii wykładów wyróżniających się sceptyków na Caltech z 1999 r., trzech biografów naukowych spogląda w świetlaną stronę na życie i dziedzictwo jednego z najbardziej znanych astronomów XX wieku.Po pierwsze, Michael Shermer analizuje karierę Carla Sagansa, aby przetestować wspólne twierdzenia (takie jak pomysł, że popularyzacja Sagansa kolidowała z jego badaniami naukowymi). Następnie, William Poundstone (autor książki Carla Sagana: A Life in the Cosmos) w zabawny sposób przygląda się mniej znanym zainteresowaniom Sagansa - zwłaszcza jego używaniu marihuany (i medialnej fascynacji tym objawieniem).Keay Davidson (autor książki Carla Sagana: A Life) dopełnia wydarzenie dyskusją na temat idei Saganów dotyczących egzobiologii i proliferacji nuklearnej. Pan X Carla Sagana Relacja ta została napisana w 1969 roku do publikacji w Marihuana Reconsidered (1971). Sagan był w tym czasie w połowie lat trzydziestych. Używał marihuany przez resztę życia. Wszystko zaczęło się około dziesięciu lat temu. Osiągnąłem znacznie bardziej zrelaksowany okres w moim życiu - czas, w którym poczułem, że życie to coś więcej niż nauka, czas przebudzenia mojej świadomości społecznej i sympatii, czas, w którym byłem otwarty na nowe doświadczenia. Zaprzyjaźniłem się z grupą ludzi, którzy sporadycznie palili marihuanę, nieregularnie, ale z wyraźną przyjemnością. Początkowo nie chciałem brać udziału, ale widoczna euforia, którą powodowała marihuana i fakt, że nie było fizjologicznego uzależnienia od rośliny, w końcu przekonały mnie do spróbowania. Moje początkowe doświadczenia były całkowicie rozczarowujące; nie było żadnego efektu, a ja zacząłem zabawiać się różnymi hipotezami o tym, że marihuana jest placebo, które działa poprzez oczekiwanie i hiperwentylację, a nie poprzez chemię. Jednak po około pięciu czy sześciu nieudanych próbach, tak się stało. Leżałem na plecach w salonie przyjaciela, bezczynnie badając wzór cieni na suficie rzucanych przez roślinę doniczkową (nie marihuanę!). Nagle zdałem sobie sprawę, że badam misternie dopracowany miniaturowy Volkswagen, wyraźnie zarysowany przez cienie. Byłem bardzo sceptycznie nastawiony do tego postrzegania i starałem się znaleźć niespójności pomiędzy Volkswagenami a tym, co oglądałem na suficie. Ale to wszystko było tam, aż po kołpaki, tablice rejestracyjne, chrom, a nawet mały uchwyt służący do otwierania bagażnika. Kiedy zamknęłam oczy, byłam zdumiona, że po wewnętrznej stronie powiek dzieje się film. Błysk ... prosta wiejska scena z czerwoną farmą, błękitnym niebem, białymi chmurami, żółtą ścieżką wijącą się przez zielone wzgórza do horyzontu. . . Błysk... ta sama scena, pomarańczowy dom, brązowe niebo, czerwone chmury, żółta ścieżka, fioletowe pola... Błysk . . . . Błysk . . . . Błysk. Przebłyski pojawiły się raz, gdy biło serce. Każdy z nich wprowadzał tę samą, prostą scenę, ale za każdym razem z innym zestawem kolorów. . . . wykwintnie głębokich odcieni i zadziwiająco harmonijnych w ich zestawieniu. Od tamtego czasu palę okazjonalnie i cieszę się z tego wnikliwie. Wzmacnia to głupią wrażliwość i daje to, co dla mnie jest jeszcze ciekawsze efekty, jak wkrótce wyjaśnię.Pamiętam jeszcze jedno wczesne wizualne doświadczenie z marihuaną, w którym zobaczyłem płomień świecy i odkryłem w samym sercu płomienia, stojąc ze wspaniałą obojętnością, czarną czapką i podkręconym hiszpańskim panem, który pojawia się na etykiecie butelki sherry Sandeman. Przy okazji, patrzenie na ogień, gdy jest wysoko, zwłaszcza przez jeden z tych kalejdoskopów pryzmatycznych, które wyobrażają swoje otoczenie, jest niezwykle wzruszającym i pięknym doświadczeniem. Chcę wyjaśnić, że w żadnym momencie nie myślałem, że te rzeczy "naprawdę" tam są. Wiedziałem, że na suficie nie ma Volkswagena, a w płomieniach nie ma Salamandry Sandemańskiej. Nie czuję żadnej sprzeczności w tych doświadczeniach. Jest taka część mnie, która tworzy postrzeganie, które w codziennym życiu byłoby dziwne; jest jeszcze jedna część mnie, która jest rodzajem obserwatora. Około połowa przyjemności pochodzi od obserwatora-części doceniającej pracę twórcy-części. Uśmiecham się, a czasem nawet śmieję się głośno z obrazów na wewnętrznych stronach powiek. W tym sensie, jak sądzę, marihuana jest psychotomimetyczna, ale nie znajduję w niej żadnej paniki ani przerażenia, które towarzyszą niektórym psychozom. Być może dlatego, że wiem, że to moja własna podróż i że mogę szybko zejść na dół, kiedy tylko zechcę. Podczas gdy moje wczesne postrzeganie było wizualne, a co ciekawe, brakowało mi obrazów istot ludzkich, oba te elementy zmieniły się w ciągu ostatnich lat. Stwierdzam, że dziś wystarczy jeden wspólny staw, aby mnie podnieść. Sprawdzam, czy jestem wysoko, zamykając oczy i szukając przebłysków. Przychodzą one na długo zanim nastąpią jakiekolwiek zmiany w moich postrzeganiach wizualnych lub innych. Domyślam się, że jest to problem z sygnałem dźwiękowym, ponieważ przy zamkniętych oczach poziom szumu wzrokowego jest bardzo niski. Innym interesującym aspektem informacyjno-teoretycznym jest rozpowszechnienie - przynajmniej w moich błyskawicach - kreskówek: tylko zarysy postaci, karykatury, nie zdjęcia. Myślę, że jest to po prostu kwestia kompresji informacyjnej; niemożliwe byłoby uchwycenie całkowitej zawartości obrazu z zawartością informacyjną zwykłego zdjęcia, powiedzmy 108 bitów, w ułamku sekundy, który zajmuje lampa błyskowa. I doświadczenie z lampą błyskową jest zaprojektowane, jeśli mogę użyć tego słowa, dla natychmiastowego zrozumienia. Artysta i odbiorca są jednym. Nie znaczy to, że obrazy nie są cudownie szczegółowe i złożone. Niedawno miałem obraz, w którym dwoje ludzi rozmawiało, a słowa, które wypowiadali, tworzyły się i znikały w kolorze żółtym nad ich głowami, mniej więcej w jednym zdaniu na jedno bicie serca. W ten sposób można było śledzić tę rozmowę. Jednocześnie wśród żółtych nad ich głowami pojawiało się okazjonalnie słowo w kolorze czerwonym, doskonale wpisujące się w kontekst rozmowy, ale jeśli ktoś zapamiętałby te czerwone słowa, to wypowiadałby zupełnie inny zestaw wypowiedzi, wnikliwie krytycznych wobec rozmowy. Cały zestaw obrazów, który tutaj nakreśliłem, z co najmniej 100 żółtymi słowami i czymś w rodzaju 10 czerwonych słów, pojawił się w czymś poniżej minuty. Doświadczenie marihuany znacznie poprawiło moje uznanie dla sztuki, tematu, którego nigdy wcześniej nie doceniałem. Zrozumienie intencji artysty, które mogę osiągnąć, gdy wysoki czasami przenosi się na dół. Jest to jedna z wielu ludzkich granic, którą marihuana pomogła mi przemierzyć. Pojawiły się też pewne spostrzeżenia związane ze sztuką - nie wiem, czy są prawdziwe, czy fałszywe, ale były one zabawne w formułowaniu. Na przykład, spędziłem trochę czasu przyglądając się pracy belgijskiego surrealisty Yvesa Tanguey. Kilka lat później wyszedłem z długiej kąpieli na Karaibach i zatonąłem wyczerpany na plaży powstałej z erozji pobliskiej rafy koralowej. Badając bezczynnie pastelowe fragmenty koralowca, które tworzyły plażę, zobaczyłem przed sobą ogromny obraz z Tanguey. Być może Tanguey odwiedził taką plażę w dzieciństwie.Bardzo podobna poprawa w moim postrzeganiu muzyki nastąpiła w przypadku marihuany. Po raz pierwszy udało mi się usłyszeć poszczególne części trzyczęściowej harmonii i bogactwo kontrapunktu. Od tego czasu odkryłem, że profesjonalni muzycy potrafią dość łatwo utrzymać w głowie wiele oddzielnych części jednocześnie, ale to był dla mnie pierwszy raz. Znowu doświadczenie uczenia się, kiedy jest wysoko, przynajmniej w pewnym stopniu zostało przeniesione na mnie, kiedy jestem w dół. Rozkoszowanie się jedzeniem jest wzmocnione; pojawiają się smaki i aromaty, które z jakiegoś powodu zwykle wydają się być zbyt zajęte, by je zauważyć. Jestem w stanie poświęcić całą moją uwagę temu odczuciu. Ziemniak będzie miał konsystencję, ciało i smak jak inne ziemniaki, ale o wiele więcej. Marihuana zwiększa również przyjemność z seksu - z jednej strony daje wspaniałą wrażliwość, ale z drugiej odkłada orgazm: częściowo rozprasza mnie mnogość obrazów przechodzących przed oczami. Wydaje się, że rzeczywisty czas trwania orgazmu znacznie się wydłuża, ale może to być zwykłe doświadczenie wydłużenia czasu, które wiąże się z paleniem marihuany.Nie uważam się za osobę religijną w zwykłym sensie, ale jest pewien aspekt religijny niektórych wzlotów. Zwiększona wrażliwość we wszystkich obszarach daje mi poczucie wspólnoty z otoczeniem, zarówno żywym, jak i nieożywionym. Czasami pojawia się we mnie pewien rodzaj egzystencjalnego postrzegania absurdu i widzę z okropną pewnością hipokryzję i postawę siebie i moich bliźnich. A innym razem jest inne poczucie absurdu, świadomość zabawna i kapryśna. Oba te zmysły absurdu mogą być przekazane, a niektóre z najbardziej satysfakcjonujących wzlotów, jakie miałem do tej pory, dzieliły się rozmową, spostrzeżeniami i humorem. Konopie przynoszą nam świadomość, że spędzamy całe życie szkoląc się, by przeoczyć, zapomnieć i wyprzeć się z naszych umysłów. Poczucie tego, jak naprawdę wygląda świat, może być szaleńcze; marihuana przyniosła mi pewne uczucia, jak to jest być szalonym i jak używamy tego słowa "szalonym", aby uniknąć myślenia o rzeczach, które są dla nas zbyt bolesne. W Związku Radzieckim polityczni dysydenci są rutynowo umieszczani w szalonych azylach. Ten sam rodzaj rzeczy, być może nieco bardziej subtelny, zdarza się tutaj: "Czy słyszał pan, co powiedział wczoraj Lenny Bruce? On musi być szalony. Kiedy jestem na haju, odkryłem, że w środku jest ktoś, kogo nazywamy szaleńcami. Kiedy jestem na haju, mogę przeniknąć do przeszłości, przypomnieć sobie wspomnienia z dzieciństwa, przyjaciół, krewnych, zabawki, ulice, zapachy, dźwięki i smaki z minionej epoki. Potrafię zrekonstruować rzeczywiste wydarzenia z dzieciństwa tylko w połowie zrozumiałe w tym czasie. Wiele, ale nie wszystkie moje podróże konopne mają gdzieś w sobie ważną dla mnie symbolikę, której nie będę tu próbował opisać, rodzaj mandali wytłoczonej na haju. Swobodne kojarzenie się z tą mandalą, zarówno wizualnie, jak i w formie zabawy słowem, dało bardzo bogaty wachlarz spostrzeżeń. Istnieje mit o takich wzlotach: użytkownik ma złudzenie wielkiej wnikliwości, ale nie przetrwa wnikliwości rano. Jestem przekonany, że jest to błąd i że niszczycielskie spostrzeżenia osiągane podczas wzlotów są prawdziwymi spostrzeżeniami; głównym problemem jest umieszczenie tych spostrzeżeń w formie akceptowalnej dla zupełnie innego "ja", którym jesteśmy, gdy jesteśmy na dole następnego dnia. Jednym z najcięższych zadań, jakie kiedykolwiek wykonywałem, było umieszczenie takich spostrzeżeń na taśmie lub na piśmie. Problem polega na tym, że dziesięć jeszcze ciekawszych pomysłów lub obrazów musi zostać utraconych w trakcie nagrywania jednego. Łatwo jest zrozumieć, dlaczego ktoś może myśleć, że to marnotrawstwo wysiłków, które sprawia tyle kłopotu, by odłożyć tę myśl na bok, rodzaj ingerencji w etykę protestancką. Ale skoro żyję prawie całe życie w dół, podjęłam ten wysiłek - pomyślnie, jak sądzę. Nawiasem mówiąc, wydaje mi się, że dość dobre spostrzeżenia mogą zostać zapamiętane następnego dnia, ale tylko wtedy, gdy podejmie się jakiś wysiłek, aby je zapisać w inny sposób. Jeśli zapiszę to spostrzeżenie lub powiem komuś, będę mógł je zapamiętać bez żadnej pomocy następnego dnia rano, ale jeśli tylko powiem sobie, że muszę się starać zapamiętać, to nigdy tego nie zrobię. Zauważyłem, że większość spostrzeżeń, które osiągnąłem, gdy zajmowałem się sprawami społecznymi, to jest to obszar twórczego stypendium bardzo odmienny od tego, z którego jestem znany. Pamiętam jeden raz, gdy brałem prysznic z żoną na haju, w którym miałem pomysł na pochodzenie i inwalidztwo rasizmu pod względem krzywych dystrybucji gausy. Była to w pewnym sensie kwestia oczywista, ale rzadko o niej mówiono. Narysowałem krzywe w mydle na ścianie prysznica i poszedłem spisać ten pomysł. Jeden pomysł doprowadził do drugiego i pod koniec około godziny niezwykle ciężkiej pracy stwierdziłem, że napisałem jedenaście krótkich esejów na szeroki zakres tematów społecznych, politycznych, filozoficznych i biologicznych człowieka. Ze względu na problemy związane z przestrzenią nie mogę zagłębiać się w szczegóły tych esejów, ale ze wszystkich zewnętrznych oznak, takich jak reakcje społeczne i komentarze ekspertów, wydają się one zawierać ważne spostrzeżenia. Używałam ich w przemówieniach na początku studiów, na publicznych wykładach i w moich książkach, ale postaram się przynajmniej oddać smak takiego spostrzeżenia i jego akompaniamencie. Pewnej nocy, wysoko postawionej na marihuanę, zagłębiałam się w swoje dzieciństwo, trochę samoanalizy i robiłam to, co wydawało mi się bardzo dobrym postępem. Następnie zatrzymałem się i pomyślałem, jak niezwykłe było to, że Zygmunt Freud, bez pomocy leków, był w stanie osiągnąć swoją własną niezwykłą samoanalizę. Ale potem uderzyło mnie jak grom z jasnego nieba, że to było złe, że Freud spędził dekadę przed swoją samoanalizą jako eksperymentator i prozelityzator kokainy; i wydawało mi się bardzo oczywiste, że prawdziwe psychologiczne spostrzeżenia, które Freud przyniósł światu, były przynajmniej częściowo oparte na jego doświadczeniu narkotykowym. Nie mam pojęcia, czy to prawda, czy historycy Freuda zgodziliby się z tą interpretacją, czy nawet gdyby taka idea została opublikowana w przeszłości, ale jest to interesująca hipoteza, która przechodzi pierwszą analizę w świecie upadków. Pamiętam noc, kiedy nagle zdałem sobie sprawę, jak to jest być szalonym, czy noce, kiedy moje uczucia i postrzeganie miały charakter religijny. Miałem bardzo dokładne poczucie, że te uczucia i postrzegania, spisane przypadkowo, nie wytrzymają zwykłej krytycznej kontroli, która jest moim udziałem w handlu jako naukowca. Jeżeli rano znajdę wiadomość od siebie w nocy, zanim poinformuję, że jest wokół nas świat, który ledwo co wyczuwamy, że możemy stać się jednością z wszechświatem, albo nawet, że niektórzy politycy są rozpaczliwie przestraszeni, to może mam tendencję do niedowierzania; ale kiedy jestem na haju, to wiem o tym niedowierzaniu. I tak mam taśmę, na której nawołuję do poważnego potraktowania takich uwag. Mówię: "Słuchaj uważnie, ty sukinsynu! Ta rzecz jest prawdziwa! Staram się pokazać, że mój umysł pracuje wyraźnie; przypominam sobie nazwisko znajomego z liceum, o którym nie myślałem od trzydziestu lat; opisuję kolor, typografię i format książki w innym pokoju i te wspomnienia przechodzą rano krytyczną kontrolę. Jestem przekonany, że istnieją prawdziwe i aktualne poziomy postrzegania marihuany (i prawdopodobnie także innych narkotyków), które z powodu wad naszego społeczeństwa i systemu edukacji są dla nas niedostępne bez tych narkotyków. Taka uwaga odnosi się nie tylko do samoświadomości i dążeń intelektualnych, ale także do postrzegania prawdziwych ludzi, znacznie zwiększonej wrażliwości na mimikę, intonacje i dobór słów, które czasami dają tak bliski kontakt, jakby dwoje ludzi czytało sobie nawzajem w myślach. Marihuana pozwala nie-muzykom wiedzieć trochę o tym, jak to jest być muzykiem, a nie-artystom chwytać radości ze sztuki. Ale ja nie jestem ani artystą, ani muzykiem. A co z moją własną pracą naukową? Choć znajduję ciekawą dezincypację, by myśleć o moich zawodowych troskach, kiedy są wysokie - atrakcyjne przygody intelektualne zawsze wydają się być w każdej innej dziedzinie - to jednak świadomie staram się myśleć o kilku szczególnie trudnych bieżących problemach w mojej dziedzinie, kiedy są wysokie. To działa, przynajmniej w pewnym stopniu. Uważam, że mogę przytoczyć na przykład szereg istotnych faktów eksperymentalnych, które wydają mi się wzajemnie niespójne. Jak na razie, tak dobrze. Przynajmniej wycofanie działa. Następnie, próbując wyobrazić sobie sposób na pogodzenie rozbieżnych faktów, udało mi się wymyślić bardzo dziwaczną możliwość, o której jestem pewien, że nigdy bym nie pomyślał. Napisałem pracę, która przy okazji wspomina tę ideę. Myślę, że jest to bardzo mało prawdopodobne, ale ma to konsekwencje, które są eksperymentalnie sprawdzalne, co jest cechą charakterystyczną akceptowalnej teorii. Wspomniałem, że w doświadczeniu z marihuaną jest część twojego umysłu, która pozostaje beznamiętnym obserwatorem, który jest w stanie zdjąć cię w pośpiechu, jeśli trzeba. Przy kilku okazjach byłem zmuszony jeździć w ciężkim ruchu, gdy był on wysoki. Negocjowałem to bez żadnych trudności, choć miałem kilka myśli o cudownym wiśniowo-czerwonym kolorze świateł drogowych. Stwierdzam, że po jeździe wcale nie jestem na haju. Nie ma przebłysków na wewnętrznej stronie moich powiek. Jeśli jesteś na haju i dziecko dzwoni, możesz odpowiedzieć mniej więcej tak samo, jak zwykle. Nie jestem zwolennikiem jazdy na haju z marihuaną, ale z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że na pewno można to zrobić. Mój haj jest zawsze refleksyjny, spokojny, intelektualnie ekscytujący i towarzyski, w przeciwieństwie do większości hajów alkoholowych, i nigdy nie ma kaca. Przez lata przekonałem się, że nieco mniejsze ilości marihuany wystarczają do wyprodukowania tego samego stopnia haju, a w jednym z kin niedawno odkryłem, że mogę się naćpać tylko poprzez wdychanie dymu marihuany, który przenikał do kina. Marihuana ma bardzo ładny aspekt samodestrukcji. Każdy ptyś jest bardzo małą dawką; czas pomiędzy wdychaniem ptyśku a wyczuciem jego działania jest mały; i nie ma ochoty na więcej po haju. Myślę, że stosunek, R, czasu potrzebnego na wyczucie dawki do czasu potrzebnego na przyjęcie nadmiernej dawki jest ważną wielkością. R jest bardzo duże jak na LSD (którego nigdy nie brałem) i dość krótkie jak na konopie indyjskie. Małe wartości R powinny być jedną z miar bezpieczeństwa leków psychodelicznych. Kiedy marihuana zostanie zalegalizowana, mam nadzieję, że ten stosunek będzie jednym z parametrów, które są wydrukowane na opakowaniu. Mam nadzieję, że czas nie jest zbyt odległy; nielegalność marihuany jest oburzająca, stanowi przeszkodę w pełnym wykorzystaniu leku, który pomaga wytworzyć spokój i wgląd, wrażliwość i wspólnotę tak bardzo potrzebną w tym coraz bardziej szalonym i niebezpiecznym świecie.

Top